1 września.
Zaczęła się szkoła... Tak, tak zapewne pomyślicie, że za nią tęskniłam... Jednak będziecie się mylić... Wracam po raz kolejny do tego samego piekła, które nękało mnie od początku 4 klasy... Do Weroniki, Magdaleny i Sandry. A co takiego robiły przez te 2 lata? Teraz o tym krótko:
Wera i Sandra są siostrami. Wiem, że jedna z nich jest starsza o jakieś 5 miesięcy, ale nigdy nie zapamiętałam która. Pomijając to Magda jest ich kuzynką i jest od nich, jak i ode mnie starsza o półtora roku. Więc sadząc po jej wieku (gdyż ja mam obecnie niecałe 13 lat) powinna być mądrzejsza od reszty. Niestety tak nie jest. Wszystkie trzy zachowują się tak, jakby były trojaczkami. Dosłownie! Różni je tylko: miejsce zamieszkania, wiek, imię... I zapewne to, że Magdalena ma chłopaka. A jak zaczęła się nasza znajomość?
Oby dwie siostrzyczki znam od 3 klasy, gdyż właśnie wtedy przeprowadziłam się do Worowa. Mama zaczęła pracę jako kelnerka w restauracji niedaleko naszego bloku, tata zaś... Na razie zrobił sobie kilkumiesięczny urlop od pracy, by lepiej urządzić nasz dom, więc przez najbliższe 9 miesięcy utrzymywaliśmy się z pensji mamy i mojego corocznego stypendium w ramach dobrej nauki. Wracając do dziewczyn... Na samym początku mało co nie biły się o mnie. Oby dwie chciały zostać moimi przyjaciółkami i dążąc do tego za bardzo się narzucały na mnie. Oczywiście - nie miałam pojęcia, że były rodziną. Z kolejnymi dniami i tygodniami zaczęły dawać sobie spokój ze mną. Pod koniec I semestru, zaczęły być dla mnie wredne. Dlaczego? Otóż do naszej klasy chodził bardzo przystojny chłopak o imieniu Alexander. Był bardzo mądry, niekiedy nazywano go kujonem. Zakochałam się w nim z wzajemnością. Nie byliśmy jednak razem. Okazało się, że Sania, jak i Wera też się w nim zabujały i gdy dowiedziały się od niego, że mu się podobam... Zaczęły mnie dręczyć. Najpierw dokuczały mi lekko, więc przymykałam oko, ale najgorsze zaczęło się dziać od 4 klasy i dalej... Ponieważ wiedziały, że się dobrze uczyłam i nie ukrywam, byłam jedną z najlepszych w klasie, obie niszczyły mi książki, zeszyty, gdy pożyczałam im przybory na matematyce, jako zwrot przyjmowałam połamane ołówki bez gumek na "główce", a także pęknięte linijki lub pocięte na malusieńkie kawałeczki gumki do mazania. Ponadto obgadywały mnie w szkole, rozpuszczały plotki, które były wytworem ich głupiej wyobraźni... Najgorsze było to, że ciągle spóźniałam się na lekcje! Dlaczego? Mój plecak był już we wszystkich zakątkach szkoły: koszach na śmieci, zamknięty w czyjejś szafce lub też... W toalecie u chłopaków, co nie było miłe, bo rączki plecaka były zawsze popryskane męskimi perfumami, które chłopcy zostawiali wysoko na parapetach w swoich łazienkach. Oczywiście im jesteśmy starsze, tym więcej pomysłów przeciwko mnie nasuwa im się na myśl.
Lecę się położyć...
Liliana Szyc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz